|
|
Dwanaście tysięcy lat temu jeden z protoplastów rodu ludzkiego, zamieszkały w Walencji, postanowił uwiecznić na jednej ze ścian postać swojego pobratymca, który uczepiony jedną ręką liany, drugą zanurzał w skalnej jamie, otoczonej zewsząd przez pszczoły. Jest to pierwszy znany historii wizerunek miodobrania, który pokazuje, jak bardzo pożądano w zamierzchłych czasach tego pożywnego pokarmu, i jaką bolesną cenę trzeba było za niego zapłacić.
Zbierany z wielkim poświęceniem pszczeli miód był w starożytnych kulturach zwieńczeniem spiętrzonych metafor i zawiłych porównań – do dzisiaj mówimy słodki jak miód, miodowy miesiąc, miodzio albo kraina mlekiem i miodem płynąca. Starożytni Egipcjanie uważali go za ożywione łzy boga Ra, dla Greków był pokarmem bogów, bo też pszczoły były karmicielkami Zeusa, a Rzymianie, budowniczowie dróg, uczynili z miodobrania jedną z ważniejszych gałęzi przemysłu imperium.
A wszystko zaczyna się na łące. Na jednej z tych, które pomiędzy dziką trawą skrywają rumianek i dziurawiec, kąkole i bławatki, stokrotki i powoje, a tam, gdzie jest bardziej wilgotno, również żółte kaczeńce. Miód wielokwiatowy powstaje z nektaru właśnie tych kwiatów i ambitne pszczoły wybierają się po niego na dystans nawet 10km. Gdy już zbiorą nektar, pszczoły wracają do ula, mijając po drodze pola owsa, jęczmienia i żyta (na których rosną maki i chabry), rozległe pola rzepaku, wrzosowiska i rosnące na zagonach jeżyny i maliny – i wszystko, co ma kwiaty lub nektarniki, może zostać wykorzystane przez pszczoły do zrobienia miodu.
Tuż przed ulem rosną zapewne wiekowe lipy, nieopodal rośnie brzozowy zagajnik, przy drodze akacje, a gdzieś na polanie zachował się majestatyczny dąb – na liściach tych drzew z pewnością jest trochę spadzi, lepkiej i słodkiej substancji, która jest niczym innym, jak odchodami mszyc albo czerwców. Gdyby ule znajdywały się wyżej, na wyżynach i przedgórzach, byłyby to raczej wysokopienne świerki, ewentualnie jodły albo wszędobylskie sosny, a pszczoły, zamiast z liści, zbierałyby spadź z igieł. Ze spadzi drzew iglastych powstanie miód szarozielonkawy, gęsty i zasadniczy w smaku, natomiast ze spadzi drzew liściastych – bardziej łagodny i jasny.
Cóż, pozostaje jedynie sprawdzić, który miód lepiej pasuje do żeberek, do indyka z żurawiną, do smażonego kurczaka, do steków i do grillowanych kotletów. A kogo w śmiertelne przerażenie wprawia myśl o cholesterolu i kilokaloriach – proszę się nie martwić – miód to samo zdrowie.
|
 |
|
|
 |
Warning: Invalid argument supplied for foreach() in /www/www.foody.pl/include/travelplanet_pion_pre.php on line 129
|
|